Wnioski

Doochodzimy do wniosku, że procesami naprawdę dyssolucyjnymi, czyli odwrotnymi do ewolucji psychicznej, są tylko trzy procesy: obrazów nerwicowych (nabytych, najpłytsza dyssolucja), obrazów schizofreniczno-prelogicznych (głębsza dyssolucja) i obrazów deliryjno-prelogicznych (najgłębsza dyssolucja). Dalsze pogłębienie dyssolucji doprowadza do stanu komatycznego i do śmierci, a nie do stanów dementywnych. Stany dementywne są regresją (Ribot), a nie dyssolucją (Jackson), gdyż nie są żadną odwrotnością ewolucji, są procesem, który się zaczyna od zmian anatomicznych, a nie ubytków w hierarchicznie najwyższych dynamizmach korowo-psychicznych. Stany maniakalne i melancholiczne również nie są dyssolucją, gdyż są z natury swojej zaburzeniem nastrojów podkorowo-instynktowych, prawdopodobnie, jak przypuszczał Bleuler, porażeniem nastroju dodatniego, wyzwalającym nastrój melancholiczny w stanach depresyjnych i odwrotnie, porażeniem nastroju ujemnego w stanach maniakalnych. Ale i w tym przypadku porażenie i wyzwolenie występują na tym samym poziomie, a nie na poziomie nadrzędnym i podrzędnym, jak w każdej dyssolucji. Oba te przeciwstawne nastroje, patologicznie wzmożonego lub patologicznie obniżonego samopoczucia, a więc powszechnego uczucia przyjemności lub przykrości, wiążą się prawdopodobnie z talamicznym ośrodkiem afektywności protopatycznej (Head). Można przypuszczać, że objawy dyssolucjino-prelogiczne, spotykane zazwyczaj w psychozie maniakalno-depresyjnej są natury wtórnej, czyli są niedomogą dynamizmów czołowo-sprzężonych, ale spowodowaną ich zalewem przez pierwotny podkorowo-ustrojowy nastrój patologiczny, który oczywiście ma swój neurodynamiczny odpowiednik, rzutowany na korę mózgową, i dlatego zanikają wraz ze zniknięciem tego nastroju.

Jak widzimy, klasyfikacja powyższa, do której dochodzimy w drodze badań procesów dyssolucyjnych, wykazuje pewne odchylenia od klasyfikacji Jacksona, który stany dementywne zalicza do dyssolucji, a jeszcze bardziej odbiega od klasyfikacji struktur psychopatologicznych, proponowanej przez Eya i Rouarta. Natomiast nadspodziewanie tak się zbiega z klasyfikacją Adolfa Meyera, znanego profesora psychiatrii z Baltimore, klasyfikacją przyjętą niedawno w zasadzie przez Royal College of Physicians, że byłoby trudno upatrywać tu tylko jakiś przypadkowy zbieg okoliczności. Niestety, nie mogliśmy' dotrzeć do oryginałów prac Meyera i zmuszeni jesteśmy poprzestać na jego własnym streszczeniu, wydanym w języku niemieckim . W pracy tej mówi autor o „biologizacji psychiki, czyli czynności umysłowej”, o konieczności „reintegracji, czyli ponownego wcielania w przyrodnicze ujęcie człowieka wszystkich tych funkcji, które zostały przydzielone do nauk psychologicznych”. »Dogmatyczna nozologia jest przeżytkiem okresu, w którym przeważała logika pojęć nad tym, co możemy nazwać logiką albo ładem przedmiotowych faktów«. Gdyby Krapelin przyjął tylko zasadę Kahlbauma odróżniania „jedności klinicznej” od obrazu stanu psychotycznego, i gdyby nie wysuwał na pierwszy plan porażenia postępującego jako prototypu psychiatrycznej nozologii, to mógłby dojść do rzeczywiście konstruktywnego pojmowania każdego indyw-dualnego przypadku i czynników, które wchodzą w nim w rachubę — zamiast przyjmować określone jednostki chorobowe, czyli utożsamiać poszczególny przypadek z teoretycznie uznawaną jednostką chorobową. »Wiemy już dzisiaj, że porażenie postępujące jest wywołane przez wtargnięcie krętka bladego do mózgu, że jest to syphilis parenchymatosa, miąższowa postać kiły, że mamy zatem tutaj do czynienia z zagadnieniem szerzenia się zakażenia«. Statystyki wykazują, że przed 25 laty, gdy sprawdzano rozpoznanie porażenia na stole sekcyjnym, kliniczne rozpoznanie porażenia postępującego było stawiane o wiele za często iuKrapelina dochodziło do 31°/o przyjęć, podczas gdy stosowanie dokładniejszych metod rozpoznawania u żyjącego chorego, mianowicie badania płynu mózgowo-rdzeniowego i odczynu Bordeta-Wassermanna sprowadziło spadek tych rozpoznań do mniej więcej 9%> przyjęć. Jest to dowód niedostateczności tego rodzaju „klinicznej” metody, niedostateczności, która się później przejawiła także w rozpoznawaniu otępienia wczesnego. Porażenie postępujące, które dawniej było najprostszym przykładem nozologicznym, jest dzisiaj jedną z najbardziej złożonych psychoz „objawowych”, jeżeli w ogóle proces chcemy jeszcze nazwać psychozą. Nawet przy ustaleniu rozpoznania porażenia postępującego trudno było w poszczególnym przypadku przewidzieć, z jakim stopniem szerzenia się i nasilenia uszkodzenia mamy do czynienia. Zjawiła się nowa postać „porażenia wyłącznie laboratoryjnego”. Nie jesteśmy już tak bardzo przekonani o wyłącznej swoistości „kiły miąższowej”; często trudno jest odróżnić „prawdziwe porażenie” od „kiłowego zapalenia opon”. „Jednokierunkowy przebieg”, podkreślany dawniej w porażeniu postępującym, ulega dzisiaj również zaburzeniu wskutek licznych remisji jeżeli nie wyzdrowień, które zawdzięczamy leczeniu gorączkowemu. Rozsądniejsze określenie stanu nazwą „kiły miąższowej” wskazuje na dziedzinę, w której istnieje możliwość wpływania i opanowania kiły, podczas gdy swoiste „psychiczne” zagadnienia, to jest zachowanie się (behavior) i czynność umysłowa (mentation) są zawsze jeszcze mieszaniną czynników, uwarunkowanych neurogennie, psychogennie i konstytucjonalnie. Dla1 przedstawienia „właściwych” psychoz lepiej byśmy zużytkowali obrazy i określenia, które mogą być opanowane z dziedziny właściwej psychodynamiki. Jeżeli naprawdę istnieją psychozy, które mogą być rozumiane i mogą ulegać wpływom ze strony sfery umysłowej, czyli psychologicznej, a także zachowania się, całkowicie albo tylko w różnych fragmentach, to musimy to sobie wyjaśnić. Losy porażenia postępującego zależą od rodzaju i zachowania się krętka bladego i z drugiej strony od reakcji organizmu i osobowości. »Obrazy różnych stanów psychicznych są różnym rodzajem i sposobem reagowania osobowości na proces niszczący, który się toczy w rozlanym i zmiennym niszczeniu kory i innych części mózgu«.

Należy pamiętać o skutkach wywoływanych przez działania przeciwnicze, a także przez interferencję i łączenie się ze sobą czynności i przebiegów. »Ja nazwałem „rozwiązaniem związków nawykowych” (habit desorganisation) właśnie tę interferencję, te działania przeciwnicze i wzajemne zaburzenia, które zdają się tworzyć jedną z najważniejszych zagadek chorób umysłowych«. Nadzwyczajna zawiłość powstaje już w odruchach stania, postawy i zachowania — a cóż dopiero w integracjach psychobiologicznych.